Główna bohaterka Gelsomina (Jaśmina) i reżyserka Alice Rohrwacher mają co najmniej trzy punkty wspólne: obydwie wychowały się na wsi, na granicy Lazio i Umbrii, obydwie mają ojca pochodzenia niemieckiego, który zajmuje się hodowlą pszczół (apicoltura) i obie w jakimś sensie pchają się do telewizji, Alice z sukcesem, bo za film Le meraviglie dostała Grand Prix na festiwalu w Cannes. Klimat odizolowania w tej opowieści przypominał mi trochę ten z filmu „Zmruż Oczy”. To do domu Wolfganga przyjeżdża świat zewnętrzny, on do niego nie wychodzi i raczej nie wypuszcza do niego córek. Film jest cichy, najgłośniejszą jego muzyką są pszczoły, burza, pluskanie się dzieci w jeziorze. Największy dramat też rozgrywa się raczej po cichu, można go wyczuć w zachowaniu i spojrzeniach Gelsominy, w napięciu między nią a ojcem, ojcem, który niczego nie wyczuwa. Bo Le Meraviglie to opowieść nie tylko o konflikcie starego i naturalnego z nowoczesnym i sztucznym, ale przede wszystkim ojca i córki. Gelsomina zaczyna dojrzewać, zaczyna spoglądać na zewnątrz domowej codzienności, ma swoje nowe potrzeby i nowe marzenia, a jej tata nadal widzi w niej dziecko, to samo, które lata wcześniej marzyło o tym, żeby mieć wielbłąda. W zachowaniu ojca widać wiele miłości ale jakby miłości nietrafionej, nie tej, której Gelsomina potrzebuje. Jest też matka, która widzi, rozumie, ale rzadko reaguje, ciocia, która wydaje się najbardziej obiektywna, widzi, komentuje, krytykuje. Jest też młodsza siostra, która chce być blisko Gelsominy, ale czasem spotyka się z naburmuszoną ścianą. Jest w końcu chłopiec, symbol zewnętrznego świata, nieznanego, niebezpiecznego, upragnionego. Finał pozostawia miejsce na własną interpretację, nie jest to film z morałem wciskającym w fotel, ale raczej melancholijna podróż do świata nam obcego, odizolowanej wsi nad jeziorem, do świata wewnętrznego dorastającej dziewczynki, i do świata mężczyzny, do którego on jest przyzwyczajony a który nieubłaganie się zmienia. Samotna wyprawa dziewczynki, na wyspę, z której wraca kobietą. Jest to film bajkowy, o nieprzeciętnej wrażliwości, który na pewno wyróżnia się z pośród innych włoskich filmów, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Wspaniały.

Ciao!

Mam na imię Natalia.
Nauczę Cię włoskiego w praktyce i bez cenzury!
Dołącz do mojego newslettera i bądź na bieżąco!
.

obserwuj