Niektórzy Włosi mają tendencje do wychwalania włoskiego dziedzictwa próbując utrzymać tezę, że to najfajniejszy kraj ze wszystkich, bo w końcu ta architektura, i Leonardo da Vinci, i Dante, i… tylko właśnie jest to dziedzictwo, a o brudnym jeziorze Como, upadającym Fiacie i produkowanej w Rumunii i w Turcji maszynce ciśnieniowej do kawy Bialetti wspominają już nawet Luca Ragazzi i Gustav Hoffer w Italy: love it or leave it. Więc czym ci Włosi mogą się jeszcze pochwalić?

To mój osobisty wybór większych i mniejszych, współczesnych hitów, z których Włosi mogą być dumni, albo które zwyczajnie umilają włoską codzienność.

1. Oskarowy Sorrentino

Z najnowszego dzieła Sorrentino Włosi są niesamowicie dumni, w końcu Oskar to Oskar, mimo że opinie na ten temat można usłyszeć różne. Między innymi taką, że „zagraniczni” głosowali na Wielkie piękno bez prawdziwego zrozumienia filmu (bo piękny Rzym, bo imprezy, bo potęga, nostalgia), a jest to film niełatwy, pełen symboli, odnosi się do Dolce vita Felliniego, przy tym starając się przekazać coś innego. Oskar czy nie, La grande bellezza to wielki film. Ale nie tylko tym Sorrentino może się pochwalić, bo This must be the place (Wszystkie odloty Cheyenne’a) również jest świetny w swojej dziwności, Il Divo (Boski) jest ważny, bo mówi o ważnej postaci, (Andreottim) także Le conseguenze dell’amore (Skutki miłości) porusza ważny temat mafii- a wszystko to w cudownej oprawie. Paolo Sorrentino to nie jedyna postać włoskiego współczesnego kina, której Włochom można zazdrościć, bo włoski film ma się ostatnio nadzwyczaj dobrze (i będę o tym pisać, bo jak widzę, że na polskich forach dziewczyny z uporem maniaka polecają sobie filmy inspirowane książkami Federico Moccia, to mi smutno!), ale pomyślałam, że przy okazji tego Oskara warto go wyróżnić.

2. Fotografia na miarę Cartiera-Bresson

Gianni Berengo Gardin to pan, na którego wystawę trafiłam przypadkowo, i był to wspaniały przypadek, a niestety włoscy znajomi, których o niego pytałam, nie mieli pojęcia o kim mówię. Kumpel Bresson’a i innych znanych paryskich fotografów, a jakoś jego nazwisko nie pojawia się podczas zajęć na kursach fotografii ani w „Wielkiej Księdze Fotografii” National Geographic jaką akurat mam tu pod ręką. A powinien. Wstrząsające reportaże, piękne krajobrazy, kradzione pocałunki i (nie)zwyczajność ulicy, a wszystko w najlepszym stylu.

3. Roberto Saviano

To dziennikarz, pisarz, znany szczególnie z powieści Gomorra i jej filmowej adaptacji. Nie jest jedynym, który pisze i głośno mówi o mafii, ale jest chyba tym, o którym najwięcej się słyszy i który najbardziej się nastawia (na niebezpieczeństwa). Poza tym nie tylko pisze, ale też dobrze pisze. Poza Gomorrą w Polsce ukazały się jeszcze jego zapiski Piękno i Piekło, ale ja szczególnie polecam opowiadania zebrane w książeczce Vieni via con me, które są rezultatem programu telewizyjnego o tym samym tytule, który możecie znaleźć na youtubie. Bardzo ciekawe, polecam!

4. INTERNAZIONALE

Tu już będzie bardziej prozaicznie, ale chciałabym wyrazić moją miłość do najfajniejszej włoskiej gazety, jaką jest INTERNAZIONALE. Może nie znów taka włoska bo jest głównie zbiorem najciekawszych artykułów najlepszych gazet w Europie. Wychodzi co dwa tygodnie, zawsze w super oprawie graficznej, można się z niej dowiedzieć o wydarzeniach z całego świata, nic nie zostaje przemilczane, do tego interesujące opinie, nowości naukowe, społeczne…jednym słowem figata! Co ciekawe, w grudniu zeszłego roku jeden numer został całkowicie poświęcony Polsce i polskim artykułom! Zajrzyjcie na stronę Internazionale.

5. Pan Pif

Wspominałam już o Pifie przy okazji tytułu jego najnowszego filmu La mafia uccide solo d’estate. Ale to nie (tylko) ten film jest powodem, dla którego…szaleję na jego punkcie (!) Pierfrancesco Diliberto, bo tak naprawdę się nazywa, prowadzi świetny program na MTV Il Testimone, w którym zwiedza Włochy i świat, żeby z dociekliwością i humorem opowiedzieć nam o sprawach najbardziej go nurtujących. Super!

6. Coś z muzyki

Z włoską muzyką też jeszcze nie jest najgorzej (choć też nie jest najlepiej). Osobiście uwielbiam Ninę Zilli, która daje soulowego czadu szczególnie na żywo, cenię też Nardinocchi’ego, który mimo że pokazał się na Sanremo, to odznacza się całkiem inną, niesanremową estetyką. Ale chciałabym szczególną uwagę zwrócić na Trzech Wesołych, choć Martwych, chłopców, czyli Tre Allegri Ragazzi Morti z miasteczka Pordenone z północnych Włoch. Są fajni, niegłupi, a przy tym wpadają w ucho i ciągle wzrasta ich popularność. Zawdzięczają ją też w dużej mierze wokaliście i gitarzyście Davide Toffolo, który jest nie tylko nieodłączną częścią zespołu, ale też artystą grafikiem, rysownikiem komiksów, który ostatnio wydał książkę Graphic Novel is Dead, do której się przymierzam. Jest oryginalnie, kolorowo, zabawnie, rytmicznie. Do przesłuchania koniecznie polecam, a i teksty nietrudne, do nauki!

Ciao!

Mam na imię Natalia.
Nauczę Cię włoskiego w praktyce i bez cenzury!
Dołącz do mojego newslettera i bądź na bieżąco!
.

obserwuj