Ernesto de Martino, ważny włoski etnolog i religioznawca, poświęcił wiele swoich dzieł magii południowych Włoch. Ostatnio w Feltrinelli wpadła mi do rąk jedna z jego pierwszych książek Sud e magia. Autor skupia się w niej głównie na magia lucana, czyli na magicznych obrządkach w Lukanii, jak do 1947 jeszcze oficjalnie była nazywana Bazylikata (a nieoficjalnie nadal czasem jest). Przykłady stosowania magii w codziennym życiu pochodzą głównie z takich miasteczek jak Colobraro, Viggiano, Albano, czy Marsiciovetere. To, czego był świadkiem, lub co mu zostało opowiedziane, działo się w latach 50. Dawno to, czy niedawno? I czy magia we Włoszech jeszcze istnieje?

By wejść do tego złożonego, magicznego świata Bazylikaty, nie można obejść się bez podstawowych pojęć, takich jak fascinazionemalocchiofattura, scongiuro czy fattucchiera. La fascinazione to tajemna, obezwładniająca siła, która unosi się w powietrzu, lub po prostu stan zawładnięcia, osoba fascinata to ta dotknięta przez tajemne siły, nawet opętana. Il malocchio, tak się określa fascinazione, której źródłem jest złe spojrzenie innych, czyjaś zawiść, invidia. La fattura to klątwa, najbardziej złowroga to fattura a morte. Lo scongiuro to odczynianie uroku. La fattucchiera to ta, która odczynia uroki, la maciara to prawdziwa wiedźma, która „narodziła się jeszcze przed Jezusem Chrystusem”, w nocy zakrada się do ludzi, odbiera im mowę i własną wolę, związuje, a na swój zlot takie czarownice podążają na białych psach (na dowód świadkowie opowiadają o widzianych przez nich białych psach, brudnych na grzbiecie, jakby to było siodło).

W całej magii chodzi o to, by przed tymi fascinazioni uciec, ustrzec się, albo odczarować ich konsekwencje. Jeśli kogoś bolała głowa, mógł sam, domowym sposobem sprawdzić, czy to sprawka złego uroku, czy zwykła dolegliwość. Wystarczyło kroplę oliwy wlać do naczynia z wodą: jeśli oliwa się rozprzestrzeniła, znaczyło to, że mieliśmy do czynienia ze złym urokiem. Pozbyć się go najlepiej było wylewając zawartość naczynia za drzwi, na pierwszą przechodzącą osobę: niech sobie ten urok od nas weźmie. Można też było pójść do Fattucchiery, która odczyniała urok modlitwą, „na Ojca, i Syna, i Ducha Świętego”.

Fattucchiera z Colobraro

Jednak większość magicznych obrządków miała związek ze sprawami tak delikatnymi jak miłość, małżeństwo, ciąża, laktacja, narodziny i pierwsze miesiące dziecka. Jako wydarzenia szczególnie zagrożone, potrzebowały szczególnej ochrony.

La donna, per la sua condizione di elemento tradizionalmente passivo nella vicenda d’amore, e per il rigore del costume che le impedisce di assumere iniziative realistiche in questo dominio, si affida più facilmente al piccolo mondo dei complotti magici (…).

Zaklęcia miłosne to chyba coś, co w niemal każdej kulturze jakoś tam jeszcze funkcjonuje, nawet jeśli z przymrużeniem oka, to powróżyć na Andrzejki nie zaszkodzi;) Znalazłam wręcz stronę po włosku naprawdę pełną nowoczesnych incantesimi.

Dawniej jednak wszystko było sul serio: magiczną moc przyciągania ukochanego (lub odpychania go od rywalki) miały krew (ta menstruacyjna i nie tylko), kobieca sperma, włosy łonowe lub spod pachy. Dany składnik trzeba było dodać do wina, kawy, zupy czy innego napoju. W Colobraro magiczny przepis składał się z włosów łonowych i spod pachy wymieszanych z krwią z małego palca prawej ręki, wysuszonych na piecu: tak przygotowany proszek trzeba było poświęcić dodatkowo w kościele.

Jak już proszek zadziałał i doszło do ślubu, to trzeba było uważać, by orszak weselny nie przeszedł tą samą trasą wracając z kościoła, którego próg zresztą para młoda musiała przeskoczyć. Przyszłość małżeństwa wróżyło się na podstawie tego, którego to apostoła słowa zostały wyczytane podczas mszy (musiał to być S. Giovanni), czy wg gasnących w kościele świec (jeśli któraś zgasła po stronie panny młodej, to był to zły znak).

Najważniejsza jednak, bo najbardziej narażona na wpływ malocchio, była noc poślubna. Łoża pary młodej nie mógł oglądać nikt poza rodzicami, a drzwi sypialni miały być pilnowane. Pod samo łóżko natomiast wkładało się odpędzające złe moce przedmioty, takie jak nożyczki, sito, gazetę (żeby zła moc zmęczyła się czytaniem), a nawet część pługa, która miała być gwarancją płodności.

Kobieta w ciąży również musiała się bardzo pilnować, żeby nie stało się nic złego dziecku: jego przyszłość była związana z czynami matki. Ta nie mogła palić ogniska szorstkim i kolczastym drewnem, by dziecko nie miało szorstkiej i kolczastej skory (może chodziło o wysypkę), przechodzić pod końską uprzężą, żeby dziecko nie urodziło się z pępowiną wokół szyi, ani być świadkiem kopulacji dwóch psów: wtedy dziecko miało się urodzić z deformacją kości łonowej, tak zwanej la zampa del cane.

Ernesto de Martino

Narodzone już dziecko oczywiście nadal było bardzo narażone na złe czary, więc trzeba je było otaczać wieloma amuletami, między innymi przygotowywano tzw. abitino, mały woreczek wypełniony np. ziarnami pszenicy, solą, psią sierścią, obrazkami świętych czy zębami wilka. Natomiast pierwszy wypadły ząbek chowało się do dziurki recytując zaklęcie, które miało przywołać myszkę, która miała sobie zabrać ząbek i oddać jeden ze swoich- co nie różni się bardzo od dzisiejszego chowania zębów pod poduszkę w oczekiwaniu la fata dei dentini wróżki, która ma przynieść w zamian za mleczaki pieniądze.

Młode matki musiały martwić się również o swoje mleko. By zapewnić sobie w tej kwestii „urodzaj”, wkładały do rzeki swoje łożysko recytując:

come si riempe questa borsa di acqua cosi si possano colmare questi seni di latte

Pełne piersi oczywiście były narażone na zawiść kobiet lub erotyczne pożądanie mężczyzn (il malocchio): wierzono, że takie spojrzenie mogło wyssać im z piersi mleko. Mleko mogło skraść nawet zwierzę, np. jedząc z tego samego talerza, co młoda mama.

No dobrze, a co z tego pozostało dzisiaj?

Podobno pewne badanie z 1993 wykazało, że co piąty Włoch co najmniej raz w roku odwiedza wróżkę i podobno istnieje we Włoszech 150 szkół magii (źródło). Na emagister.it znajdziecie kursy online, z których za 80 euro możecie nauczyć się, jak chronić się przed negatywną energią, tzw. vampirismo energetico. Oczywiście na youtube też można znaleźć „magiczne treści„. A o moim doświadczeniu z włoską kartomancją i o innych podobnych napisałam już tutaj.

Co do samej Lukanii i zapisków de Martino, to znalazłam interesujący artykuł il mondo magico 2.0Autor, który sam jest lucano, o fattucchierach mówi, że nadal istnieją tzw. operatrici, które po babci czy cioci przejęły magiczne formuły, którymi zwykło się leczyć le fatture, ale podobno wyjawiają to mało komu, bo się wstydzą. Pisze też o szczególnej uwadze jaką nadal poświęca się ciężarnym:

Se una donna incinta vede qualcosa di “brutto”, un essere deforme, un animale che suscita orrore o cose del genere, subito si segna il pancione e per rendere più efficace la “purificazione” dal cattivo presagio, sputa a terra. Altra superstizione è non dire, soprattutto agli estranei, di essere incinta fino a quando non è più possibile tenerlo nascosto. Questo proprio per evitare che l’invidia colpisca una situazione già precaria di suo. Spesso si nega questa causa e si giustifica il silenzio con un “non si sa mai!”, ma io sono convinto che la causa sia proprio la paura dell’invidia.

Głównie jednak po tych dawnych praktykach pozostał festiwal czarów w Colobraro (quel paese, bo bano się wypowiadać nazwę tego miasteczka na głos), gdzie praktyki te są już tylko teatralną inscenizacją, która przyciąga turystów.

w 80 blogów dookoła swiataWpis powstał z okazji magicznej, trzynastej rundy W 80 blogów dookoła świata. Tematem były oczywiście przesądy i zabobony. Przeczytajcie inne moje wpisy z tej serii i inne magiczne wpisy innych (magicznych) blogerów :-) Chiny: Biały Mały Tajfun: Kunmińskie przesądy i zabobony Francja: Français-mon-amour: Pechowa trzynastka Francuskie i inne notatki Niki – Przesady teatralne Hiszpania: Hiszpański na luzie: Hiszpańskie przesądy. Mal de ojo Irlandia: W Krainie Deszczowców: Przesądy i zabobony w Irlandii Kirgistan: O języku kirgiskim po polsku: Kirgiskie przesądy Niemcy: Niemiecki po ludzku: Znane mi przesądy i zabobony Blog o języku niemieckim: Niemieckie przesądy Stany Zjednoczone: Specyfika języka: Od przesądu do idiomu Papuga z USA: 5 amerykańskich przesądów, o których pewnie nie słyszeliście Szwecja: Szwecjoblog: Szwedzkie przesądy i zabobony Tanzania/Kenia Suahili online: Przesądy i zabobony po afrykańsku, czyli magia i czarownicy Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym: W świecie przesądów i amuletów Wielka Brytania: Angielski C2: Przesądy w rymowankach English with Ann: Superstitions one more time Włochy: Primo Cappuccino: 3 proste sposoby, które zagwarantują Ci szczęście we Włoszech Studia, parla, ama: To tylko przesąd Wietnam: Wietnam info: Kto pierwszy umrze, czyli co nieco o przesądach

Ciao!

Mam na imię Natalia.
Nauczę Cię włoskiego w praktyce i bez cenzury!
Dołącz do mojego newslettera i bądź na bieżąco!
.

obserwuj