Skończyłam 30 lat! Z tych 30 większość była związana z Włochami i z językiem włoskim: chyba minęło 21 lat od pierwszych wakacji we Włoszech, 15 lat od kiedy zaczęłam się uczyć języka, ponad 3 lata mieszkania we Włoszech, ponad 6 lat z Włochem, 8 lat od egzaminu na poziomie C1, ponad 5 lat od obrony pracy magisterskiej we Włoszech po włosku, oraz od otwarcia Włoskielove, 3 lata od wypuszczenia pierwszego e-booka Włoski z Życia Wzięty! Od tamtego czasu Włoskielove ma na koncie trzy duże e-booki, trzy zeszyty ćwiczeń, 9 edycji warsztatów pisania, 1 duży kurs online, 5 długich szkoleń online w formie webinaru, 7 lekcji live dla początkujących, 192 wpisy na blogu, blisko 10 tysięcy członkiń i członków społeczności na grupie Uczę się włoskiego z Włoskielove, kilkanaście tysięcy Czytelniczek i Czytelników na blogu miesięcznie <3

1. Mica

„Wcale”. To jedno z pierwszych słów, jakie pojawiły się na moim kursie włoskiego. Teraz wydaje mi się to kuriozalne, bo nie jest to jakieś bardzo podstawowe słówko, ale wpisywało się w lekcję o przymiotnikach: „non sono mica stupida„.

2. L’appuntamento

„Spotkanie”. Nie ma innego słowa na randkę, dlatego kiedy zaczęłam prowadzić podstawowe zapiski po włosku w moim kalendarzu, wpisałam „l’appuntamento con P.„.

3. Garbare

„Podobać się”. Kiedy wyjechałam na Erasmusa do Florencji musiałam zmierzyć się z dwoma wyzwaniami: sprawdzić ile naprawdę rozumiem tego włoskiego i szybko uczyć się kojarzyć nowe dla mnie słowa, typowe dla regionu. Garbare używane zamiast piacere było jednym z nich.

4. Il tran tran

„Codzienna rutyna”. Kiedy przerabiam lekcje z codziennej rutyny, mówię o „la routine„, używając jednego z wielu francuskich słówek we włoskim. Il tran tran to włoski synonim, ale przez swoją onomatopeiczną naturę nadaje tej rutynie negatywnego wydźwięku, podkreśla to powolne toczenie się dnia za dniem. O ile lubię moją routine, to przeraża mnie il tran tran i chyba dlatego etat się mnie nie trzymał.

5. Mandi!

„Cześć”! Przed wyjazdem do Udine na studia magisterskie zorientowałam się, że mają tam nie tyle dialekt, co inny język i trochę się przestraszyłam. Jedyne słowo, którego zdążyłam się nauczyć to pozdrowienie „Mandi”! które później słyszałam na ulicach codziennie, ale okazało się, że poza tym, to prawie wszyscy mówią po włosku. Do dzisiaj natomiast miło mi się robi na sercu gdy słyszę, lub czytam to słowo.

6. Man mano

„Powoli, stopniowo”. We Florencji na Erasmusie studiowałam tak jak w Polsce: francuski. Ogólnie studiowanie po włosku było wtedy dla mnie wyzwaniem, ale nie bałam się lekcji francuskiego, „przecież będą po francusku”. Nauczyciel był świetny, ale pamiętam moją bezsilność, kiedy na teście trzeba było przetłumaczyć słowa z włoskiego na francuski, a ja nie wiedziałam, co znaczy „man mano”. Nauczyciel mi wtedy nie pomógł, ale w Udine już zawsze była przygotowana i nosiłam ze sobą słownik włosko-włoski na egzaminy.

7. La scorciatoia

„Skrót”. Jedno z tych słów, które raz przekręciłam, a później już przekręcaliśmy je ze znajomymi specjalnie. „Scortacioia” jest w końcu całkiem logiczna („corto” – krótki)!

8. Sessanta

„Sześćdziesiąt”. Bardzo długo myliłam 16 z 17 (sedici i diciasette), oraz 60 z 70 (sessanta i settanta). Lata temu nagrywałam historię Wrocławia po włosku dla takiego melexu co obwozi turystów po mieście. W ogóle nie ręczę za poprawność dat, które mają w sobie 60 albo 70.

9. La terrazza

„Taras”. Przez jakiś rok mieszkałam w Udine w mieszkaniu z tarasem wielkim jak samo mieszkanie, w którym zakochałam się przychodząc tam na imprezę i szybko decydując, że w przyszłości to ja tam będę organizować imprezy. „La terrazza” szybko stała się dla mnie i dla moich znajomych synonimem dużego wydarzenia i nawet dla nieznajomych nie była to „una„, ale „la terrazza”, każdy ją znał przynajmniej z opowiadań.

10. La stesura

„Pisanie”. La stesura della tesi, czyli pisanie pracy (tu: magisterskiej), to hasło, które słyszałam i powtarzałam przez wiele ostatnich miesięcy mojego pobytu we Włoszech. Zawsze wydawało mi się całkiem pojemne, ciekawe, uniwersalne, a jego tłumaczenie na „pisanie” ciągle mnie nie satysfakcjonuje.

11. Il relatore

„Promotor”. To ta osoba, która akceptuje pracę magisterską i przez którą nie obroniłam się w terminie. Pani, która była moją promotorką, była bardzo wybuchowa, ale uważałam, że w tłumaczeniu i w teorii tłumaczenia jest całkiem dobra. Raz wyszłam od niej z płaczem, ale kontynuowałam pisanie, po czym w kluczowym momencie powiedziała, że nie ma już dla mnie czasu. Obroniłam się z kimś innym, nie zmieniłam żadnej linijki, którą poprzednia relatrice skrytykowała, a mimo to moja praca została świetnie odebrana.

12. L’appello

To w języku uniwersyteckim, w praktyce, „data egzaminu”, bo nie wiem jak lepiej to przetłumaczyć. Pokochałam uniwersytet we Włoszech między innymi z powodu tego, jak działają appelli. Na jeden egzamin masz kilka appelli, wybierasz sobie taką datę, jaka ci pasuje, jak nie zrobisz w tej sesji, zrobisz w przyszłej, jak nie w tym roku to w przyszłym. Jak dla mnie to synonim wolności.

13. L’ansia

„Niepokój”. To ciekawe, ale nigdy w Polsce nie spotkałam się tak często z terminem „niepokój”, jak z ansia we Włoszech. Jedna z moich współlokatorek ciągle, przed wszystkimi egzaminami czuła niepokój. My mówimy „boję się” przed nawet najbardziej błahymi sytuacjami, a Włosi nie nadużywają tak słowa paura. A ansia pasuje do tak wielu sytuacji: stresu, strachu przed czymś, kiedy ktoś na nas wywiera presję, także nieświadomie, albo kiedy ktoś jest taki creepy, dziwny. To na pewno jedno z tych słów, których prawdziwe znaczenie poznałam podsłuchując Włochów.

14. Il coinquilino

„Współlokator”. To jedne z tych słów, które pamiętam dokładnie, przy jakiej okazji je poznałam. Czytałam jakiegoś bloga (taki w pamiętnikowym, ale nie kiepskim stylu) i tam pojawiło się to dziwne słówko, chyba w kontekście myszy albo chomika. Nie myślałam jeszcze wtedy, że będę coinquilina dla kogoś wiele razy i że będę mieć wiele coinquiline i coinquilini, znacznie więcej niż polskich współlokatorów.

15. A misura d’uomo

„Przyjazny, w sam raz dla ludzi”. Pamiętam lekcję włoskiego, lektorat na studiach, nie pamiętam czy przed Erasmusem, czy po, ale już całkiem dobrze sobie radziłam. Lubiłam się uczyć słówek i nie bałam się używać nowo nauczonych wyrażeń na lekcjach, wręcz szukałam okazji, żeby je wykorzystać. Pamiętam jak dziś, że powiedziałam, że jakieś miasto jest a misura d’uomo a nauczycielka mnie nie zrozumiała, zapytała: „ale jaka katedra, jakie duomo„? Myślałam, że coś przekręciłam, a jednocześnie wydawało mi się dziwne, że jeśli jestem blisko, to mogłaby się zorientować, o które wyrażenie mi chodzi i podpowiedzieć, jaka jest poprawna wersja. Skończyło się na poirytowaniu nauczycielki, że gadam nie wiadomo co. Dzisiaj jako nauczycielka nie wyobrażam sobie nie sprawdzić, o co uczniowi chodzi, albo wręcz nie zaufać, że coś, czego nie znam, może być przez niego słusznie użyte.

16. La macchinetta

„Maszyna, automat”. Bardzo szybko we Włoszech odkryłam uniwersalność słowa macchinetta: każdy automat na mieście, automat do kawy, na napoje, słodycze, ekspres do kawy, a nawet moka! czy maszynka do golenia. Jak nie wiesz jak nazwać jakieś urządzenie, to spróbuj z tym słowem.

17. La dispensa

Pamiętam, jak poznałam to magiczne słowo i magiczny przedmiot w pierwszych dniach Erasmusa we Florencji. Swoją drogą w Udine czegoś takiego nie mieli. Czułam się dość zagubiona na uniwersytecie, niektórych zajęć jeszcze nie było, trochę się nudziłam, nie do końca wiedziałam gdzie i na co powinnam pójść, jakie materiały są mi potrzebne, jednym słowem: zamieszanie. Nie wiem jak wywiązała się moja rozmowa z jedną ze studentek, która zaprowadziła mnie do magicznego miejsca (punkt ksero) i kazała mi wydrukować sobie le dispense na poszczególne zajęcia. Był to plik przygotowany przez profesorów poszczególnych zajęć z programem i materiałami potrzebnymi w danym semestrze! Skarb!

18. Latte

„Mleko”. Kto nie zamówił kiedyś kawy z mlekiem i nie dostał w zamian szklanki mleka, niech pierwszy rzuci kamień :) Mnie się zdarzyło, we Florencji, jakoś tak myślałam, że to taki wszystkim wiadomy skrót od caffelatte.

19. La sosia

„Sobowtór”. Nigdy nie spotkałam swojej sobowtórki, ale kilka osób w Udine tak. Chociaż chciałabym naprawdę zobaczyć tę osobę, bo możliwe, że jedyne co miała ze mną wspólnego, to czerwone włosy. Zazwyczaj kończyło się na „widziałam dziewczynę podobną do Ciebie”, ale raz pani, która czasem przychodziła do nas sprzątać, opowiedziała obruszona jak to jej nie odpowiedziałam na pozdrowienie na ulicy, na której nigdy mnie nie było :)

20. La questura

„Komisariat”. Już nie pamiętam skąd wiedziałam gdzie się udać kiedy we Florencji skradziono mi płaszcz i torebkę z dokumentami, ale była to właśnie la questura.

21. Il criceto

„Chomik”. Wygrałam kiedyś mały zakład z kolegą Włochem, bo nie kojarzył jak jest chomik, hamster, po włosku, a ja upierałam się (słusznie), że criceto. On chyba obstawiał na cavia (świnka morska) i do dziś trudno mi w to uwierzyć.

22. Girare

„Kręcić, skręcać, podróżować”. Będąc w Rimini na obozie młodzieżowym, koleżanki poprosiły mnie, żebym zagadała do pana na plaży, który był sobowtórem Paolo Coelho. Zagadałam, porozmawialiśmy, próbowałam tłumaczyć między nim a koleżankami. Mam nawet jego zdjęcie w albumie. Nie pamiętam dokładnie, o czym rozmawialiśmy, ale jedną rzecz pamiętam: mówił, że w życiu trzeba girare, girare, że to jest najważniejsze. Nie znałam tego tłumaczenia czasownika girare, ale domyśliłam się, że chodzi mu o podróżowanie.

23. Il culaccino

„Ślad po szklance”. To słówko, które znajdziecie na wszystkich listach „słówek w różnych językach, które nie istnieją w innych”. Moim zdaniem genialne, super mieć takie słowo, ale zabawne jest to, że Włosi najczęściej tego słówka w ogóle nie znają :) No ale jest to słówko, które określa to, czym jest logo Włoskielove <3

https://mocomi.com/culaccino/

24. Culo

„Szczęście”. Tak, „szczęście”, a nie „dupa”. Bo culo oznacza obie te rzeczy, a ja pamiętam dokładnie moment, kiedy nauczyłam się tego mniej oczywistego znaczenia. Byłam we Florencji, szłam z kolegą i rozmawialiśmy o tym, że żeby zostać fotografem, to trzeba avere culo. Ja go w fotografii nie miałam, znalazłam je na szczęście na innych polach.

25. La lavatrice

„Pralka”. I do pary la lavastoviglie, zmywarka do naczyń. Jeżeli na co dzień coś mi się myli, to codziennie, nieustannie, wkładam naczynia do pralki i ubrania do zmywarki. Mój chłopak przestał mnie już nawet poprawiać.

26. La bora

Kiedy była mowa o wybraniu się zimą do Triestu, słyszałam o tajemniczej „bora”, na którą trzeba uważać, albo z której powodu najlepiej w ogóle do Trieste nie jechać. Chodzi o wiatr tak silny, że przewraca ciężarówki na mieście. Byłam w taki jeden weekend w Trieste, kiedy wiała bora i było dziwnie i melancholijnie, byłam na dziwnej wystawie, poznałam dziwnych ludzi, i tak wiało, że bałam się, że zdmuchnie samochód, w którym siedzę.

27. Scema

Były kolega z pracy, Włoch, śmiał się, że polskie „siema” brzmi prawie jak „scema” („głupia”), które rzucone bezwiednie na open spacie przy włoskich kolegach może mieć różne konsekwencje, a ja do dziś się z tego podśmiechuję.

28. Le guance

„Policzki”. Albo lepiej le guanciotte. Nie pomyślałabym, że to będzie cecha, która gdzieś mnie będzie wyróżniać, a wyróżniała we Włoszech. Niektórzy myślą stereotypowo, że to jasny kolor włosów zdradza, że jesteśmy słowiankami, a to pyzate policzki!

29. Il tirocinio

„Praktyki”. Jedyny staż, praktyki, jakie odbyłam, to obowiązkowe tirocinio na magisterce we Włoszech. Jako że studiowałam tłumaczenie i chciałam być tłumaczem, to znalazłam sobie polską firmę, dla której mogłabym tłumaczyć teksty na włoski i francuski. Zgłosiłam się do nich sama, z zaskoczenia, że ktoś dla nich chce pracować za darmo – powiedz sama, to dla nich trochę jak wygrana w totka. Zawsze na czas tłumaczyłam techniczne opisy do katalogów, czasem umowy prawne, a po kilku miesiącach jako referencję dostałam zdanie „Buona conoscenza della lingua italiana„. Nawet moja „zła” promotorka się poirytowała, że tak się nie postarali.

30. Stufetta

„Grzejniczek”. To jeden z wielu miłych pseudonimów, jakie dawali mi moi Włoscy znajomi, ten jest moim ulubionym, od jednej z ulubionych koleżanek, która nazywała mnie tak po tym, jak spałyśmy razem i nie mogła się nadziwić, jaką mam ciepłą skórę :)

A Ty jesteś w stanie stworzyć sobie taką listę włoskich słów, które jakoś konkretnie Ci się kojarzą? :) Miło, mniej miło… dla mnie to zadanie wcale nie było łatwe! Możesz się podzielić swoją listą w komentarzu!

Ciao!

Mam na imię Natalia.
Nauczę Cię włoskiego w praktyce i bez cenzury!
Dołącz do mojego newslettera i bądź na bieżąco!
.

obserwuj